Znibrody — Kraj Buczacki — Tarnopolszczyzna

  Óêðà¿íñüêà  Polski  Ðóññêèé 

 Żnibrody

 Kraj Buczacki

 Tarnopolszczyzna

 Biblioteka

 Stronie projektu



 Witam Was na strony o Tarnopolszczyznie! 

Tarnopolszczyzna

Herg obwodu Tarnopolskiego

Duze materiały na ukraińskiej części strony

Za wolność i demokrację

Włodzimierz Pukacz, Igor Oleszczuk

Za wolność i demokrację

Walka Ukraińskiej Powstańczej Armii na Tarnopolszczyznie

Główny dowódca UPA Roman Øóõåâè÷ — człek-legenda

Zamiast epilogu...

Spowiedź byłego oficera KGB w szpitalu

Umierał długo i ciężko. Najpierw łkał, a później zaczął tak płakać, że było go słychać w całym szpitalu. Jako były oficer KGB, leżał w osobnej sali — miał przywileje. Ale życie jego dobiegało końca. Narkotyki już nie działały. Obolałe ciało błagało o śmierć. Wtedy poprosił o księdza, ale go nie było i ktoś mu poradził, aby się wyspowiadał przed ludźmi. Przyszli wszyscy pacjenci, którzy mogli chodzić. A on, po cichutku, opowiadał:

— Ukończyłem Leningradzką Uczelnię Wojskową Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wydział specjalny do walki z bandytyzmem i zostałem skierowany do obwodu tarnopolskiego. Brałem udział w kilku walkach z banderowcami. Wysiedlaliśmy banderowców i ich „sprzymierzeńców" na Syberię. Wszystko, co można było wywieźć, zabieraliśmy, a ludzi gołych, bosych i bez kawałka chleba wyprawialiśmy na dworzec kolejowy.

Stalin wydał nakaz wysiedlenia Polaków z Zachodniej Ukrainy. Ale Polacy nie chcieli wyjeżdżać z Ukrainy na Ziemie Odzyskane. Otrzymaliśmy nakaz zorganizowania specjalnych "oddziałów banderowców", których zadaniem było napadać na polskie wsie i pod maską banderowców oraz wyganiać Polaków do Polski.

...Było to, jak mi się wydaje, w miejscowości Ihrowica, na Podolu. Obchodzono polską Wigilię. W chatach świeciły się lampki, ludzie jedli kutię, śpiewali kolędy. My, jako grupa banderowców, otoczyliśmy wieś i otworzyliśmy ogień. Psy zaczęły szczekać, ludzie wybiegli z chat. A my, tymczasem, zabieraliśmy wszystko, co nam tylko wpadło w ręce, a chaty podpalaliśmy. Do jednej z chat wpadło nas czterech. Przed obrazami klęczały matka i córka. Modliły się. Do czego mogłaby się przydać piękna, młodziutka Polka. Ja, nie wahając się, zaciągnąłem ją do łóżka. Potem oddałem ją swoim „chłopcom". Stara płakała i jeszcze głośniej się modliła. Gdy wszyscy się pobawili i mieli już dosyć, chwyciłem młodą Polkę za warkocze i… ugodziłem nożem w samo serce.

— Banderowcy! Bandyci! — krzyknęła stara. Wywlekliśmy starą na dwór, a chatę podpaliliśmy. Kobieta jeszcze długo przeklinała banderowców. Akcja trwała prawie do północy. Nad ranem nasz garnizon wrócił do wsi pod postacią żołnierzy Armii Czerwonej. Polacy nas witali i opowiadali o straszliwej zbrodni popełnionej przez banderowców. Po tych „bohaterskich czynach" nasz garnizon przeniósł się w obszar Stanisławowa. Oto co było w pobliżu Kalusza. Tajny współpracownik doniósł, że w jednej ze wsi sekretarz organizacji komsomolskiej ma powiązania z banderowcami. Pod maską banderowców przybyliśmy do wsi, znaleźliśmy odpowiedni dom, zabraliśmy konia i dziewczynę, zaprowadziliśmy do stodoły na skraju wsi i zaczęliśmy przesłuchanie:

— Dlaczego, suko, sprzedałaś bolszewików?

Ona zeznała, że została do tego zmuszona. Chciała polepszyć swój los. Najpierw wszyscy po kolei ją gwałciliśmy, potem zawiązaliśmy jej sznurek na szyi, przywiązaliśmy do konia i powlekliśmy do wsi.

Po kilku dniach zaszedłem do karczmy i usłyszałem:

— Ludzie, trzymajcie go! On zabił moją córkę!

Kilku ludzi napadło na mnie z pięściami. Ledwie uciekłem.

— Zawsze zabijałeś innych. A czy myślałeś, że też umrzesz? — zapytał jeden z pacjentów.

— Pewnego razu o mało mnie nie zabili. Dopomógł przypadek. Skierowano nas do pomocy czekistom. Kilka dni przeczesywaliśmy lasy i zachorowałem. Garnizonem dowodził mój zastępca. Doszli do jakiegoś gospodarstwa i zobaczyli, że naprzeciw nim idzie inny garnizon. Przywitali się.

— Dokąd to chłopcy? — major zwrócił się do naszych.

— Idziemy przeczesywać las.

— My też — powiedział major. Może pójdziemy razem?

I poszli. Wszyscy usiedli na odpoczynek, ale stało się tak, że naprzeciw każdego z naszych usiadł tamten. Gdy nasi zaczęli palić papierosy z machorką, major dał znak ręką i… dosłownie rozbili nasz garnizon. Uratował się tylko jeden, który w tym czasie zatrzymał się w krzakach. On o tym opowiedział. Banderowcy zabrali tylko broń i dokumenty, a my, następnego dnia, pochowaliśmy czekistów w zbiorowej mogile. Wtedy mnie śmierć ominęła, a teraz już od kilku tygodni proszę o nią Boga, ale nie nadchodzi. Odwrócił się do ściany i po chwili umarł na wieki.

Dymitr Czernichowski.

(Gazeta «Wolność», 23 września 2006 r.)

Tłumaczenie z ukraińskiego

Krystyna Metanowska (Kołosowska).

-- 54 --

Książkę w języku ukraińskim można przeczytać tutaj


[Inf.: 25.02.2009. Odnow.: 17.01.2010]

Przy przedruku i wykorzystaniu tekstów i zdjęć OBOWIZKOWYM jest zaznaczenie strony i źródła, z którego zostały wzięte!
Dokladno

2007-2011 © Opracowanie i design: Mikolaj Wasyleczko.
Projekt ufundowany 19.01.2007..